Między Stalinizmem A Wolnym Rynkiem – Współczesne Oblicza Komunizmu W Azji

Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych zeszłego wieku rozsypał się system komunistyczny w Europie Wschodniej. Podejmowane w II połowie lat osiemdziesiątych próby reform coraz bardziej degenerującej się konstrukcji polityczno-gospodarczej, takie jak radziecka pierestrojka i głasnost, były mało efektywne i tylko dobiły konającego kolosa. Podobne próby w Polsce były bardzo ograniczone i prowadzone straszliwie nieudolnie, a szczytem tej nieudolności było przeprowadzenie pod koniec 1987 roku referendum w sprawie reform ustrojowo-gospodarczych. Rząd zamiast wprowadzić reformy odgórnie poddał je pod referendum, mimo że dla każdego wiadome było, iż Polska znajduje się już w takiej sytuacji społecznej, gdzie władza nie ma właściwie żadnego kredytu zaufania i każdy jej pomysł poza samounicestwieniem się zostanie przez naród dla zasady odrzucony. Samounicestwienie zresztą nieco ponad półtora roku później przyszło, a w przeciągu dwóch lat całkowicie zdemontował się system w całym bloku, od Łaby po Kamczatkę, od Archangielska po Zagrzeb.

Wichura, która zmiotła blok wschodni, ominęła jednak pozaeuropejskie kraje komunistyczne. Pozostała Kuba, która na 20 lat zakonserwowała się jak skansen poprzedniej epoki. Dopiero od niedawna rządzący wyspą Raul Castro podjął próby reform, między innymi stopniowo znosząc system kartkowy. Kubański ustrój coraz bardziej jednak degeneruje się i po nieodległej już śmierci coraz bardziej wiekowych braci Castro zapewne natychmiast runie. System komunistyczny utrzymał się także na kontynencie azjatyckim. W roku 1992 upadł jedynie w Afganistanie (w wyniku zwycięstwa mudżahedinów w wojnie domowej) i w Mongolii (w wyniku masowych demonstracji i decyzji partii o oddaniu władzy i demokratyzacji życia). Oba te kraje utrzymywały się jednak tylko dzięki byciu de facto radzieckimi protektoratami. Gdy skończyła się bratnia pomoc z Moskwy, sztucznie utrzymywane reżimy nie były w stanie przetrwać samodzielnie nawet roku. Komunizm przetrwał jednak w tych krajach, które w przeciwieństwie do krajów Europy Wschodniej, nie pełniły roli satelitów ZSRR, a często były nawet z nim jawnie skonfliktowane. Krajami tymi są Chińska Republika Ludowa, Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna, Demokratyczna Republika Wietnamu oraz Laotańska Republika Ludowo-Demokratyczna. W każdym z tych krajów dokonały się tak daleko idące przeobrażenia ustrojowe, że dzisiaj ten komunizm, mimo wspólnej nazwy, niewiele ma wspólnego z komunizmem znanym z naszego PRL, czy nawet „modelowym” komunizmem radzieckim.

Chiny po śmierci Mao Zedonga i objęciu władzy przez Deng Xiaopinga zaczęły w 1978 roku realizować politykę nazwaną „socjalizmem o chińskiej specyfice” oraz „socjalistyczną gospodarką rynkową”. Próby wprowadzania elementów rynkowych do opartej na Marksie gospodarki miały już miejsce wcześniej, między innymi za leninowskiego NEP-u, w ustroju jugosłowiańskim, krótkotrwale w 1968 roku w Czechosłowacji za Dubczeka, a nawet w pewnym sensie u nas po 1956 roku (mam tu na myśli odejście od kolektywizacji i przyzwolenie na tzw. „prywaciarstwo”). Nigdy jednak nie były to próby tak radykalne, tak śmiałe i tak… skuteczne. W przeciągu 30 lat Chiny z zacofanego kraju Trzeciego Świata stały się światowym supermocarstwem, ustępującym jedynie – i to zapewne już niedługo – Stanom Zjednoczonym. Droga ku temu wiodła między innymi poprzez utworzenie specjalnych stref ekonomicznych dla ściągnięcia zagranicznego kapitału (1979), całkowitą dekolektywizację wsi (formalnie 1984, faktycznie już kilka lat wcześniej), uznanie inicjatywy prywatnej za równorzędną z zarządzaniem państwowym, czy nawet tak niewyobrażalne w radzieckiej rzeczywistości kroki jak pozwolenie biznesmenom na wstępowanie w szeregi partii komunistycznej (2002). O tym, jak śmiałe reformy dokonały się w Chinach niech świadczy chociażby lektura dowolnej encyklopedii czy książki o gospodarce wydanej w latach osiemdziesiątych w Polsce, gdzie model chiński przedstawiany jest jako „skrajnie rewizjonistyczny” i „antysocjalistyczny”. Nastąpiło pełne urynkowienie chińskiej gospodarki, które od modelu wolnego rynku obowiązującego w krajach Zachodu różni się tym, iż nie nastąpiła anihilacja sektora państwowego. Co więcej, jest on cały czas duży i silny, a także… bardzo sprawnie zarządzany (co nam, wychowanym na realiach PRL-owskich, wydaje się niewyobrażalne). Wraz z reformami gospodarczymi sprawiającymi, że wolny rynek w Chinach jest bardziej „wolny” od tego w Polsce, nastąpiło utrzymanie dotychczasowego systemu politycznego. Błędem jest sądzić, iż nie dokonały się żadne reformy, bo i te na chińską skalę były dość znaczne (wprowadzono między innymi limit dwóch kadencji dla wszystkich urzędników państwowych i zlikwidowano stanowisko przewodniczącego Komunistycznej Partii Chin, aby zapobiec narodzinom nowego dożywotniego wodza jak Mao). Marksizm-leninizm oraz myśl Mao Zedonga pozostają natomiast nadal obowiązującym kursem ideologicznym, a władzę sprawuje Komunistyczna Partia Chin (legalnie działa również 8 mniejszych partii politycznych, posiadających swoją reprezentację w parlamencie). Społeczeństwo jest już jednak dzisiaj odideologizowane, a ustrój chiński jest klasycznym systemem autorytarnym, który można przyrównać do tego znanego z Polski czasów sanacji czy Hiszpanii czasów Franco.

Podobną drogą jak Chiny kroczy od 1986 roku ich południowy sąsiad, Wietnam. Kraj ten również zachował system rządów jednej partii i jednej państwowej ideologii, przy jednoczesnym odideologizowaniu życia publicznego, dekolektywizacji rolnictwa i urynkowieniu gospodarki. Dzięki przyjęciu chińskiego modelu Wietnam, podobnie jak jego północny sąsiad, z zacofanego i głodującego kraju stał się w swoim regionie gospodarczym tygrysem, będącym dziś równorzędnym partnerem dla Tajlandii czy Malezji. Zarówno w Chinach, jak i w Wietnamie odideologizowaniu życia publicznego towarzyszyło również odideologizowanie stosunków międzynarodowych. Oba kraje już od trzech dekad nie praktykują radzieckich doktryn o wojnie między światem komunistycznym i kapitalistycznym, posiadając bardzo dobre relacje polityczne i ekonomiczne ze Stanami Zjednoczonymi, dawniej przecież „wrogiem nr 1”.

Specyficzna ewolucja ustrojowa dokonała się w Laosie. Laotańska Patria Ludowa sprawuje władzę w tym państwie od 1975 roku. Zwycięstwo komunistów w tym biednym i zacofanym kraju było w znacznej mierze wynikiem wycofania się Stanów Zjednoczonych z Indochin po przegranej wojnie w Wietnamie. W podobnych okolicznościach powstał również reżim Czerwonych Khmerów w Kambodży – pozbawione wsparcia amerykańskiego nieudolne i krwawe prawicowe dyktatury wojskowe błyskawicznie uległy komunistycznym partyzantkom. Początkowo laotańscy komuniści wdrażali u siebie system radziecki. Ponieważ jednak wprowadzanie w głodującym kraju rolniczym kolektywizacji wsi jedynie pogłębiło kryzys, a za miedzą Chiny wprowadziły niezwykle skuteczne reformy, już pod koniec lat osiemdziesiątych także komunistyczny Laos przystąpił do urynkawiania swojej gospodarki. Jednocześnie laotańska partia komunistyczna zaczęła forsować dosyć egzotyczną ideologię, wplatając w socjalizm odwołania do buddyzmu. I tak w 1991 roku w nowej konstytucji usunięto zapis, iż naczelnym celem jest „budowa socjalizmu”, a z godła państwowego usunięto wizerunek sierpa i młota oraz symbolizującej industrializację linii wysokiego napięcia, zastępując je sylwetką buddyjskiej świątyni.

Przedstawiono powyżej trzy kraje azjatyckie, w których dzięki reformom rynkowym komunizm utrzymał się i nadal prężnie się rozwija, jednak już w bardzo zmienionej formie, gdzie marksizm-leninizm i dyktatura proletariatu stała się już właściwie tylko szyldem, stanowiącym ideologiczną podbudowę dla autorytarnych rządów monopartii. Komunizm zdołał jednak przetrwać w jeszcze jednym kraju azjatyckim, bez reform i przy pójściu w zupełnie inną stronę – powrotu w czasy totalitaryzmu stalinowskiego i budowy systemu rodem z Orwella. Mowa tu oczywiście o Korei Północnej.

Podobnie jak dosyć często – zazwyczaj w niewłaściwej formie i niewłaściwych okolicznościach – stawiane jest pytanie na ile chiński komunizm jest jeszcze „komunizmem”, a na ile kapitalizmem czy czymś innym, tak równie często przewija się pytanie na ile „komunizmem” jest ustrój północnokoreański. Tam bowiem już nawet z oficjalnej ideologii zniknęły wszelkie odwołania do Marksa, Engelsa czy Lenina. Ważna jest tylko „wiekopomna” i „epokowa” myśl Wielkiego Wodza Kim Ir Sena i jego syna, Ukochanego Przywódcy Kim Dzong Ila. Paranoiczny system północnokoreański zaczął kształtować się już w latach sześćdziesiątych, nie można zatem powiedzieć, że był odpowiedzią na „rewizjonistyczny” model chiński czy próbą utrzymania ustroju w chwili, gdy rozpadał się blok wschodni. Samo słowo „komunizm” czy „socjalizm” pojawia się zresztą w propagandzie północnokoreańskiej dość rzadko, a jeśli już, to jedynie jako synonim innego słowa używanego w jego miejsce określenia – dżuczyzm, czyli ideologia stworzona przez Kim Ir Sena. Ideologia ta stała się niemalże religią. Wszyscy obywatele muszą oddawać cześć Wielkiemu Wodzowi i członkom jego rodziny, dzieci w szkole mają oddzielne lekcje o jego biografii. Wódz jest wszędzie – spogląda z pomników, plakatów, gazet. Każdy Koreańczyk musi nosić wpiętą na prawej piersi plakietkę z wizerunkiem Wielkiego Wodza lub Ukochanego Przywódcy. Karalne jest np. czyszczenie butów na gazecie czy siadanie na niej, gdy umieszczono w niej zdjęcie Ukochanego Przywódcy – jest to bowiem niedopuszczalna profanacja boskiego niemalże wizerunku. System polityczny i gospodarczy kraju przypomina ten z czasów Stalina – jeden nieomylny wódz, zaś w sferze gospodarczej oznacza on bezwzględną nacjonalizację przemysłu i handlu oraz kolektywizację wsi. Efektem tego jest ruina północnokoreańskiej gospodarki i powracające fale głodu. Wszelkie posunięcia władz są irracjonalne – kraj pokryty jest siecią wielopasmowych autostrad, po których nic nie jeździ, jako że nie można posiadać prywatnego samochodu. Społeczeństwo północnokoreańskie nie ma zresztą niemal żadnego pojęcia o istnieniu innego świata – władze od lat konsekwentnie prowadzą politykę całkowitej izolacji. W Korei Północnej nie ma telefonów komórkowych czy Internetu, zaś nadający tylko kilka godzin dziennie jedyny kanał telewizyjny podaje informacje o tym, gdzie udał się dziś z wizytą Ukochany Przywódca oraz materiały propagandowe.

Komunizm we współczesnej Azji jest bardzo różnorodny i całkowicie odmienny od znanego nam w Polsce modelu radzieckiego. System chiński czy wietnamski okazał się nad wyraz sprawny i wielu dziś każe na nowo stawiać sobie pytania o słuszność teorii Marksa czy o znaczenie terminu „komunizm” i to czy może on sprawnie funkcjonować, czy kończy się zawsze ruiną państwa. Niestety, odpowiedzi na te pytania się zbyt często skrajne i spłycone, wręcz infantylne, ukazujące jedynie ideologiczne przekonania osób je wygłaszających. Z jednej strony są to twierdzenia, że jest to ustrój idealny, co przykład chiński tylko potwierdza, a Związek Radziecki to był komunizm zdegenerowany; z drugiej, iż Chiny budują w istocie kapitalizm, w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, gdzie mamy zdegenerowany kapitalizm.

Jaka przyszłość czeka więc ustrój wymienionych wyżej krajów? Korea Północna, zapewne nieszybko, ale prędzej czy później rozsypie się. Osobiście wątpię czy dojdzie do wieszczonej nieustannie amerykańsko-koreańskiej wojny, jednak niewątpliwie wszystko zmieni się po śmierci Kim Dzong Ila. Czy jednak jego następcy zaczną nieuchronne reformy systemu gospodarczego i politycznego, czy będą kontynuować wprowadzanie w życie świata rodem z Orwella, co niechybnie zakończy się olbrzymią katastrofą? Pewne jest, że świat będzie miał ciężki orzech do zgryzienia. Bo czy system zacznie się demontować pokojowo, czy zmiecie go wielki wstrząs, Korea Południowa i Chiny będą musiały liczyć się z tym, że za ich miedzą powstanie czarna dziura z 24 milionami ludzi żyjących w skrajnym ubóstwie. I większość z nich pewnie będzie chciała jak najszybciej przedostać się przez otwartą właśnie granicę do lepszego świata. Jeśli zaś chodzi o Chiny czy Wietnam, to szybki rozwój gospodarczy, powstanie klasy średniej i społeczeństwa konsumpcyjnego niewątpliwie wymusi na władzy prędzej czy później większą demokratyzację życia, jak choćby zmianę systemu wyborczego (dziś w Chinach obowiązuje zasada „jedno miejsce-jeden kandydat”, a kandydatów tych typuje lokalna komórka partyjna), czy zwiększenie wolności słowa. Wszelkich miłośników Fukuyamy chciałbym jednak zasmucić – nie będzie to z pewnością przekształcanie się w amerykański, „najlepszy na świecie” model demokracji. „Socjalizm o chińskiej specyfice” to nawet wedle samych jego twórców jedynie etap przejściowy. Etap długi, bowiem zmiany w nim będą dokonywały się bardzo powoli (sam Deng Xiaoping przewidywał co najmniej 100 lat). W konsekwencji możemy się jednak spodziewać wykształcenia się na Dalekim Wschodzie ciekawej kontrpropozycji dla zachodniej liberalnej demokracji – zobaczmy chociażby, jak wygląda demokracja w krajach takich jak Singapur, Japonia czy Tajwan, o których nikt (w przeciwieństwie do Chin) nie powie, że są „niedemokratyczne”. To, czym jest i będzie chiński komunizm, zaskakuje i na pewno jeszcze nie raz zaskoczy zarówno zatwardziałych antykomunistów, jak i zajadłych „komuchów”.

Adam Bruski, „Polityka Narodowa”, nr 8, zima 2011 r.

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.