Adam Wielomski

Moje obserwacje skłaniają mnie do postawienia tezy, że istnieją trzy typy osób zajmujących się polityką i aktywną działalnością polityczną i partyjną. Można te grupy umownie nazwać: wariaci, złodzieje i psychopaci.

Osoby określone tu jako wariaci przyciągani są przez stowarzyszenia i partie antysystemowe, radykalne – tak rewolucyjne, jak i kontrrewolucyjne. Zjawisko to o wiele słabiej znam na skrajnej lewicy, bowiem mniej mam tam znajomych, ale na prawicy widzę je doskonale. Nie wymieniając żadnych nazwisk, nie jest trudno orzec, kto przewija się przez środowiska prawicowe: chroniczni nieudacznicy życiowi, którzy za swoje niepowodzenia winią agentów lub „wiadome siły”; ufolodzy; osoby z zaburzeniami psychicznymi, często leczące się psychiatrycznie (lub wymagające leczenia); rozmaici fanatycy i głosiciele oderwanych od rzeczywistości genialnych teorii; fanatyczni archaiści debatujący o wyższości dziedziczenia władzy w monarchii hiszpańskiej w XVI wieku w porównaniu z francuską w wieku XIII. Wystarczy przejść się na jakiekolwiek spotkanie „prawicowe” i zobaczyć, że jest to typ dominujący na takich spotkaniach. Podobny jest ton komentarzy na prawicowych forach internetowych. Niestety, jest to spora liczba ludzi także w szeregach partii i stowarzyszeń prawicowych. Są zwykle bardzo ideowi, często wręcz za bardzo, ponieważ są fanatykami niezdolnymi do dyskusji. Niestety, w praktyce nie nadają się kompletnie do niczego (pogr. red. str.).

Partie systemowe, rządzące lub mające nadzieję na rządzenie, przyciągają inny typ psychiczny – złodziei i złodziejaszków najrozmaitszego autoramentu. Ludzie ci zbiegają się tam, gdzie są „konfitury”. Nie interesują ich żadne programy, idee, poglądy. Sami niczego takiego nie posiadają i uważają, że jest to zbędny balast w robieniu kariery. Swobodnie zmieniają partie, kierując się intuicją, kto i kiedy dojdzie do koryta i pozwoli im zarobić. To w sumie naturalne: wariaci nie kradną. Nie tylko nie chcą – są wszak fanatykami wielkiej idei – ale nawet gdyby mieli taką możliwość, nie umieliby tego zrobić. W praktyce są przecież zupełnie nieudolni i w swoim radykalizmie właśnie odbijają sobie rzeczywistą impotencję. Złodziej zaś musi być człowiekiem praktycznym. Jeśli na ogrodzeniu jest kłódka, to nie zdejmą jej ideologiczne zaklęcia. Trzeba wziąć piłkę do metalu lub wytrych. To zaś wymaga czegoś, co moglibyśmy nazwać „inteligencją praktyczną”, wyzbytą wielkich teorii i fanatycznego zadęcia. Większa łatwość w posługiwaniu się prostymi narzędziami idzie w parze z osobistą degrengoladą moralną.

Wreszcie jest w polityce i trzeci typ – psychopaci. Jest to typ ludzki, którego jedynym celem jest prestiż i władza. Lud myli się sądząc, że czołowym politykom chodzi o pieniądze, iż chcą tylko „nakraść”. Popęd do władzy wynika z niezaspokojonych potrzeb psychicznych, czyli z kompleksu niższości. Nazywam to kompleksem „niedopieszczenia w dzieciństwie przez mamusię” (przepraszam psychologów za idiotyczne określenie). Polityczni przywódcy są to ludzie o niezwykle ubogiej psychice, których cały ogląd świata sprowadza się do relacji zwierzchność-poddaństwo, „niszczenia ludzi”, promieniowania radością z tytułów, stanowisk oraz służbowych luksusów i gadżetów. Ich największym marzeniem jest pokazanie się w telewizji, występ w radiu, bowiem z uwielbieniem słuchają własnego głosu. A przede wszystkim rajcuje ich władza, pomiatanie ludźmi, rozkazywanie, oglądanie strachu na twarzach podwładnych, których kariera zależy od ich widzimisię. Bawią ich paradne wizytówki służbowe, rządowe samochody (koniecznie z kierowcą), flesze. Pieniądze mają znaczenie zupełnie drugorzędne, ponieważ tylko sprawowanie władzy i wiążący się z nią prestiż są zdolne – choć na chwilę – zakryć drążący ich psychikę kompleks niższości. Psychopata ma to do siebie, że jeśli nie stoi „ponad” innymi, jeśli otaczają go równi mu lub podobni – jest przekonany, że jest gorszy. W sumie jest gówniarzem latającym po podwórku z pistoletem na wodę i strzelającym do tych, co chcą go „zniszczyć”.

Ci, których nazwałem tu wariatami i złodziejami, są prości do przypisania poszczególnym segmentom sceny politycznej. Wariaci dominują na obszarze pozasystemowym, a złodzieje pośród partii systemowych. Inaczej jest z psychopatami, którzy pojawiają się wszędzie – tak w głównym nurcie, jak i poza nim. Ich celem nie jest wszak ani fanatycznie pojęta idea, ani dająca pieniądze władza. Ich celem jest władza jako taka, ponieważ (chwilowo) leczy kompleksy.

„Najwyższy Czas!”, 25 czerwca – 2 lipca 2011 r.

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.