Agoryzm – Walka W Konspiracji

     Dobra, pomińmy już kwestię dotyczącą ideologicznych korzeni wyzysku, a więc czegoś co określamy systemem. Jakaś część będzie twierdziła, iż wyzysk na naszych rodzinach dokonywany jest z pobudek czysto socjalistycznych z antywolnościowym etatyzmem w tle. Pozostali będą przebąkiwać o „krwiożerczym kapitalizmie” w kontekście złodziejskich korporacji, choć gdyby mieli tylko elementarną wiedzę na temat samego kapitalizmu, to nie utożsamialiby go z rzeczywistością zastaną i mitem wolnego rynku, podtrzymywanym przez medialną propagandę.
     Tak więc nie poszukujemy już wrogów pomiędzy „socjalistami” czy „kapitalistami”. W takim razie gdzie należy ich szukać? Proste: pomiędzy tymi co okradają, wyzyskują, ograniczają wolność i konkurencję, zatruwają i narzucają restrykcyjne prawo. Mowa nie o „socjalistach” czy „kapitalistach”, a urzędnikach, jako przedstawicielach państwowego aparatu represji, i oligarchach, jako przedstawicielach korporacyjnej finansjery. Mowa także o forpoczcie wszelkiego wyzysku, jako sojuszu urzędników z oligarchami, gdzie wynarodowione państwo wspiera swoimi ustawami wielkie korporacje i monopolistyczny kapitał międzynarodowy. Jeśli hasło: „wszyscy razem przeciwko systemowi” posiada jakiekolwiek realne przełożenie na obecne procesy zachodzące w dzisiejszym świecie, w tym sensie, że nakazuje walczyć z czymś, co obniża standard ludzkiego życia, to oznacza ono mniej więcej tyle co „wszyscy razem przeciwko państwowo-korporacyjnemu kartelowi wyzysku”.        
     I tutaj agoryzm jawi się nam jako sensownie poukładana taktyka walki, forma konstruktywnego buntu, a nawet więcej – alternatywa dla obecnych stosunków społecznych, tak wydatnie kształtowanych przez ufundowany na antywolnościowym prawodawstwie system powiązań partyjno-oligarchicznych. Bo co mianowicie proponuje agoryzm, zwany również „kontrekonomią”, w formie najbardziej podstawowej i pożądanej:

1. Rozwój „szarej strefy”, czyli miejsca wolnego od pazerności państwowej biurokracji, która zawarła wykańczający wolną konkurencję (domena prawdziwego kapitalizmu) sojusz z wielkimi korporacjami (przykład pierwszy z brzegu – konstrukcja polskiej służby zdrowia, której działalność oparta jest na umowach pomiędzy instytucjami i placówkami państwowymi a wielkimi koncernami medycznymi).
2. Wzrost znaczenia wolnorynkowych producentów innowatorów, a przez to rozdrobnioną sieć przedsiębiorstw, które po pierwsze – wypełniają naczelną zasadę wolnego rynku: konkurują na gruncie poprawy jakości usług, pod drugie – biorą na siebie ryzyko, ale przy zdrowej konkurencji jest to ryzyko przy minimalnym zagrożeniu wystąpienia kryzysu całej gospodarki, co jak powinno być wiadome jest rzeczą naturalną wszędzie tam, gdzie popytem i podażą zarządzają urzędnicy państwowi zza biurek swoich pięknych gabinetów. To ci ostatni kreują sztucznie popyt (via urzędnicy brukselscy ze swoimi limitami i ograniczeniami na rynku wewnętrznym UE), ingerują w gospodarkę, wspierają ponadnarodowe monopole i swoich koleżków bankierów, którzy za przyzwoleniem państwa dodrukowują szkodliwy pieniądz, psując w ten sposób rynek (więcej pieniędzy = inflacja = wzrost cen…), a przy okazji nie ponosząc konsekwencji swoich błędnych decyzji, bo przed totalnym bankructwem ratują ich dotacje państwowe, a więc pieniądze podatnika.
 
     Agoryzm to stanowczo wyartykułowane „nie” dla „korporacyjnego kapitalizmu” bądź „państwowego kapitalizmu”, który wykańcza wolną konkurencję i jest przyczyną ubożenia mas ludzkich. Agoryzm to czytelna podpowiedź dla zwolenników wolności jak postępować, aby prawdziwy kapitalizm był realizowany w praktyce. Prawdziwy kapitalizm, czyli odpaństwowiony i antymonopolistyczny rodzaj stosunków społecznych, którego symbolem jest wolny handel, ludzie ze swoimi małymi biznesami, swoboda zawierania umów, swoboda działalności gospodarczej, dobrowolność decyzji, którą nie obciąża tysiąc zakazów czy kar finansowych, gdy nie podporządkujemy się wytycznym państwowym.
     Agoryzm posiada również swoje kontrowersje, ale nie z własnej winy. Przykleili się bowiem do niego, o parodio, lewicowi frustraci. Co jednak lewica może mieć wspólnego z tą, skądinąd ciekawą, koncepcją na wolny rynek tu i teraz? Teoretycznie nic, a w praktyce wszystko rozbijało się swego czasu o współpracę radykalnych kapitalistów pokroju Murraya Rothbarda (uważanego za twórcę anarchokapitalizmu) z lewicowcami. Rothbard w latach 70. zerwał swoje kontakty z lewicą, z którą wcześniej chciał iść ramię w ramię przeciwko amerykańskiemu imperializmowi i korporacjonizmowi. Jednakże niektórzy z jego otoczenia, tzw. libertarianie, chcieli kontynuować sojusz z lewactwem, czego właśnie rezultatem jest przypisywanie dziś agoryzmowi cech lewackich. Inna sprawa, że agoryzm często odbierany jest jako koncepcja negująca państwo jako takie, co też nie jest do końca jednoznaczne, gdyż z samego faktu nawoływania do walki z uciskiem państwowym nie wynika bynajmniej, iż można w ten sposób nawoływać do likwidacji państwa samego w sobie, nawet w wersji minarchistycznej.
     Gdyby tak jednak podążać torami czystej logiki, a nie tylko skakać po utartych sloganach, to można by wykazać, że poza kilkoma jawnie komunizującymi odłamami anarchizmu, sam anarchizm w swej pierwotnej postaci jest antylewicowy. A w jaki sposób lewactwo zagarnęło anarchizm na własne potrzeby, to już temat do rozważań na osobny artykuł… I nawiązując jeszcze do agoryzmu: kwestią otwartą pozostaje ustalenie, w jakich to okolicznościach państwo przekształca się w okupanta dla własnych obywateli i czy jest to cecha właściwa tego rodzaju instytucji, jaką jest właśnie państwo.

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.