Z Notatnika Szowinistycznej Świni

Od Redaktora: Poniższy tekst, zaczerpnięty z pisemka „To My Kibice!”, choć nakreśla dylematy życiowe kibica, to jednak dotyczy również spraw aktualnych dla udzielających się nacjonalistów. Widać, iż proza życia codziennego dobija w równym stopniu każdego aktywnego człowieka, a rodzaj problemów, z jakimi trzeba się zmierzyć, aby coś przeżyć, jest rzeczą uniwersalną. 

     Kiedy najwięcej kibiców kończy swoje kariery, zaprzestaje oglądania swojej drużyny na żywo? Wtedy, gdy nadchodzi przejście z beztroskiego życia małolata na dorosłą ścieżkę lub kiedy pojawia się na drodze „ta jedna jedyna”… Wielu gości swój entuzjazm, fanatyzm i energię poświęca teraz właśnie tym sprawom – w pracy, potem w domu i ma dosyć wrażeń. A jednak na meczach obserwujemy osoby starsze niż lat 18, bo problemy są po to, aby sobie z nimi radzić i je rozwiązywać. Pokłócić się z kobietą, udawać u lekarza chorego by dostać zwolnienie, pościemniać. 🙂 „Poważna” kobieta czy też rodzina powie w większości przypadków – „wydoroślej”, „żyjesz nie tak jak trzeba”. Może jednak właśnie dlatego, że „nie wydorośleliśmy” jesteśmy ludźmi szczęśliwymi i pogodnymi? Może to, co mówiła pani w podstawówce – że uczysz się po to by zapierd***, było błędnym nakierowaniem? Nie propaguję lenistwa, nierobom mówię NIE, ale NIE mówię także zaprogramowanym „robocopom”! Czas na tekst z przymrużeniem oka.

ARBAIT

     Praca, kobieta, inne obowiązki – tak zwane „epizody życia codziennego” to często ogromny kłopot dla kibica sportowego. Sobota, perspektywa zaliczenia dwóch spotkań – chęci są, auto jest, kasa jest, ale i niestety… praca jest. Wpisanie przy moim nazwisku w grafik „sobota, 7:00-15:00” nieraz doprowadziło do furii…
     W robocie człowiek najpierw bluzga, potem wali z buta w ścianę, następnie siedzi jak przybity. Co ci biedni ludzie z zewnątrz klimatu kibicowskiego muszą sobie myśleć, co sobie myśleć musiał szef… Wiem, że rąbali dupę, domyślam się w jaki sposób. Pewnie mówili, że jestem leniem, nierobem, cwaniaczkiem i cieniasem, bo nie daję rady popracować jakieś tam zwykłe 8 godzin. A prawda jest taka, że czuję po prostu, jak mi przygoda ucieka spod nosa… i z samą pracą ma to niewiele wspólnego… Znasz to?
     Mój były szef powinien mieć zakaz pracowania z ludźmi. Zniechęca do siebie najbardziej spokojnych i cierpliwych. Nie używa przy tym ani jednego „kurwa”, tylko języka oficjalnego, co doprowadzało do gorączki… Potrafił wpieprzyć na 12 godzin nockę, a na drugi dzień masz przyjść na popołudniu do pracy. Na zdziwioną minę z zadziwiającym spokojem odpowiadał: „No co… nie wyśpi się pan”?. A pewnie, że się kurwa wyśpię, ale szczury całe życie podporządkowujące swej karierze zapomniały, że istnieje coś takiego jak życie poza pracą. „Takie jest życie” – mawia moja matka, a ja za cholerę nie chcę się z nią do końca zgodzić mimo upływu kolejnych lat… Pracować trzeba, uczyć się trzeba, ale kult kariery i pieniądza za wszelką cenę to nie może być jedynie słuszna droga! To marnowanie życia.
     Zabieganie, praca non stop z przerwą na naukę to jeden z powodów, dla których społeczeństwo jest tak beznadziejne. A gdzie do cholery czas by się zatrzymać, pomyśleć, przeżyć coś? No tak – słyszy się co jakiś czas, że jakiegoś tam prezeska stać na dwutygodniowe wakacje na ciepłych wyspach, a mnie tymczasem… na 3 dniowe spędzenie czasu we Władysławowie, gdzie miałem wątpliwą przyjemność oglądania koncertu Bayer Full. 🙂 Nie, no gratuluję – cały rok gonić za banknotem, by na dwa tygodnie wyjechać. Przecież to się zwyczajnie nie opłaca! Kibic sportowy, jak dobrze pójdzie, wyjazdu (i to ciekawego) zaznaje kilka razy w miesiącu. O ile na przeszkodzie nie stanie „morderczy grafik”…
     Praca jest niezbędna do życia, ale niestety często gryzie się z naszą pasją. Pozostaje napisać pytanie – co tu robić, by coś robić, ale by nie przeszkadzać sobie w życiu dla sportu, dla idei? Jeśli komuś udaje się to godzić lub zaliczać choćby więcej zysków (możesz jechać na mecz) niż strat (możesz jechać, ale ścierą po służbowym stole…) – gratulacje. A to niestety nie jedyna przeszkoda.

KOBIETA

     Kolejna sprawa to teoretycznie przyjemne „obowiązki rodzinne”… Teoretycznie, bo owszem rodzina jest kochana, ale do cholery na mecz trzeba jechać. Tutaj należy zacząć od hasła – widziały gały co brały. Skoro byliście na tyle ślepi, by wziąć sobie kobietę mającą powołanie do rządzenia, zero zrozumienia dla pasji i feminizm we krwi, to wybraliście sami. Kobietę można wyczuć na starcie – zobaczyć po jej zachowaniu czy będzie jej przeszkadzać Twoje hobby. Jeśli jest z niej wyjątkowa zrzęda i maruda – wielkie prawdopodobieństwo, że usłyszysz, iż nie masz dla niej w ogóle czasu i zamiast wisieć na płocie wisieć będziesz na zlewozmywaku…
     O czym my tu w ogóle pierd**** – to my jesteśmy samcami i to kobiety mają się do nas dostosować. 🙂 Po prostu odwieczne prawo natury. Nie mówię o poniewieraniu, braku szacunku, ale jadę i koniec! „Szantażujesz koleżanko?” – co to za miłość, co to za związek z takim stawianiem sprawy, dylematem, zmuszaniem do wybierania „albo ja, albo klub”. Jeśli takie coś mówi ci kobieta, to moim zdaniem Cię nie kocha. Ma zrozumieć i tyle. Inaczej leżysz bracie. A klub Cię potrzebuje. 🙂 Moja była nie zrozumiała i odeszła, trudno – teraz jest nowa, lepsza… kibicka. To też sposób. 
     Dać się zakręcić wokół palca kobiecie to moim zdaniem osobista porażka każdego faceta (podkr. red. str.). Nigdy nie mów nigdy – wiem, że wielu tak mówiło, a dziś są zgredzikami (przydupasami – przyp. red. str.), dlatego cały czas utrzymuję czujność. 🙂 Trzeba stawiać swoje warunki: jak kocha, to z bólem, ale przyjmie je…

WERSJA PESYMISTYCZNA – POLEGŁEŚ

     Kumple dopingują najlepszy klub na świecie, a Ty już trzecią sobotę zapierd***** w robocie. Oni oglądają pakowanie do kosza piłki, Ty pakujesz do kosza śmieci, które zostawiła poprzednia zmiana. Przyjaciele patrzą na hokej na lodzie, Ty zostałeś na lodzie. Bo jak można nazwać siedzenie na dupie w fotelu i dyskutowanie z kobietą, że „ta Baśka z pracy to wieśniara, a Ela to szmata, bo liże dupę kierowniczce”? Siatkarze serwują piłki, znajomi na to patrzą, a Twoja kobieta razem z szefem na zmianę zaserwowali Ci dramat. O tym, że Twoja drużyna gra z Wisłą, a Ty leżysz nad Wisłą z kobietą, pieprząc o zachodzie słońca, chyba nie muszę pisać. 🙂 Poległeś.

PODSUMOWUJĄC

     Jak pisałem – robić trzeba, faktycznie – takie jest życie. Są dni, że czasami faktycznie trzeba przyjść do pracy. Ale to „trzeba” nie może się powtarzać niemal co sobotę. Przerabiałem już wiele. Dziwne choroby, pogrzeby (rodzino – przepraszam :-), po prostu nie przyjście do roboty (premia=nara), pójście do szpitala na noc (a nawet dwie) z powodu paskudnego guza tylko po to, by dostać trochę poszpitalnego zwolnienia (poważnie), ściemnienie, że do radia chcą mnie przyjąć na praktyki i chcę skorzystać (to było chyba najgłupsze, ale przeszło 🙂 i wiele innych. Oczywiście wszystko to rozłożone w odstępie czasu, między kolejnym wyczarowanym wolnym pracowałem jak mogłem (pracowałem, czas przeszły… bo w końcu mnie wywalono :-). Nie chce iść na rękę? Poradzimy sobie po swojemu. Ku chwale życia panowie! A więc – do pracy, yyyy – na mecz rodacy. 🙂

Ł.

PS Tekst nie dotyczy osób, które mają na tyle fatalną sytuację, że po prostu muszą harować dzień i noc. Pantoflarzy natomiast dotyczy wszystkich bez wyjątku. 🙂

„To My Kibice!”, nr 4 (115), kwiecień 2011 r.

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.