Nadchodzi Eurabia?

    

     Napływ imigrantów z krajów muzułmańskich przemienia Europę. Jak grzyby po deszczu wyrastają nowe ośrodki kultu muzułmańskiego, zmieniając charakter wielu zachodnioeuropejskich miast. Wywołuje to protesty społeczeństw i lokalnych władz. Co stanowi przyczynę takich zmasowanych akcji w większości krajów zachodniej Europy, w których żyją liczne mniejszości muzułmańskie? Czy obawa Europejczyków znajduje realne podstawy? Czy w przyszłości kontynent nasz – jak przestrzegała Oriana Fallaci – stanie się Eurabią? 

     Sondaże wyraźnie pokazują, że gdyby odbyte niedawno w Szwajcarii referendum dotyczące wznoszenia minaretów przeprowadzić w kilku innych krajach, TAK wobec zakazu powiedziałyby także Francja, Holandia, Belgia, Włochy, Hiszpania, Niemcy i Austria. I to nie 57 procentami głosów, ale w zależności od regionu – byłoby to od 80 do 97 procent.

Symbol potęgi

     Meczety mają różną postać. Czasem (jak w Afryce Północnej) są one przysadziste i kwadratowe, innym razem – jak w Turcji czy Europie Wschodniej – okrągłe i strzeliste. Kwestią jednak nieporównanie ważniejszą jest ich jak najbardziej nieprzypadkowe umiejscowienie – zdumiewająco często bowiem powstają one w sąsiedztwie świątyni chrześcijańskiej lub dzielnicy niemuzułmańskiej. Z muzułmańskiego punktu widzenia wzniesienie w danym miejscu meczetu – a już zwłaszcza towarzyszącego mu minaretu – stanowi symbol potęgi islamu.
     Całe dzieje islamskiej ekspansji to zarazem historia przemianowywania na meczety świątyń wszystkich podbijanych ludów, szczególnie zaś kościołów chrześcijańskich. Stało się tak na przykład w Damaszku, gdzie kościół pw. św. Jana Chrzciciela zamieniono na meczet pomiędzy rokiem 705 a 715. Naprzeciw wejścia do Bazyliki Grobu Świętego w Jerozolimie wzniesiono natomiast słynny meczet Omara. Także w Jerozolimie – już w roku 690 – rozpoczęto budowę meczetu Al-Aksa, który zbudowano dokładnie w tym samym miejscu, w którym wcześniej stała starotestamentowa świątynia jerozolimska. Identyczny scenariusz odnajdziemy i w innych miejscach – meczetem stała się bazylika Hagia Sophia w Konstantynopolu, podobnie jak w hinduskim mieście Ayodhya meczet stanął w miejscu zburzonej świątyni boga Ram.

Wysyp meczetów

     Na zachodzie Europy – od Wielkiej Brytanii przez Francję po Niemcy – obserwujemy protesty przeciwko budowie nowych obiektów kultu islamskiego. Trudno się takiej postawie dziwić w sytuacji, gdy całe przedmieścia wielkich miast stają się islamskimi enklawami. Ośrodki kultu muzułmańskiego to nierzadko zarazem miejsca promocji skrajnych ideologii, stanowiących pożywkę dla radykalnych działań terrorystycznych. Ocenia się, że w Europie Zachodniej żyje ponad dwadzieścia milionów muzułmanów, z czego część – jak na Bałkanach czy w Polsce – jest tu od wieków. To nie ich obecność wywołuje niepokój, ale napływ nowych, niezeuropeizowanych i blisko powiązanych ze swymi krajami macierzystymi: Turcją, Pakistanem, Arabią Saudyjską czy krajami Maghrebu.
     (…) Przy obecnych tendencjach demograficznych liczba muzułmanów w Europie osiągnie około roku 2020 dziesięć procent populacji. Możliwe więc, że kontynent europejski za kilka dziesięcioleci stanie się w przeważającej części muzułmański.
     Podanie dokładnej liczby osób wyznających islam, które zamieszkują zachodnie państwa kontynentu europejskiego, okazuje się zadaniem niezwykle trudnym, głównie dlatego, że większość muzułmanów żyjących w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii to nielegalni imigranci. Według obliczeń włoskiego socjologa, prof. Stefano Allieviego z Uniwersytetu w Padwie, najwięcej muzułmanów żyje we Francji (nieoficjalnie mówi się wręcz o pięciu i pół milionach, co stanowi 8 procent populacji). Istnieje tam ponad 2000 miejsc kultu islamskiego. Drugim pod względem liczebności skupiskiem muzułmanów są Niemcy (około 3 miliony 200 tysięcy). Zbudowano tam ponad 2600 meczetów. W Wielkiej Brytanii, gdzie populację muzułmanów szacuje się na 2 miliony 400 tysięcy osób – jest ponad 1000 meczetów. Liczba meczetów jest tam dwa razy większa od przeciętnej liczby miejsc kultu islamskiego w Europie. Ponadto na lotniskach, w restauracjach i w centrach handlowych znajdują się specjalne pomieszczenia przeznaczone na modlitwę dla muzułmanów. Allievi zwraca uwagę, że liczba meczetów w krajach Europy Zachodniej jest już stosunkowo duża (porównywalna z liczbą meczetów w krajach muzułmańskich), stąd nie ma potrzeby wznoszenia kolejnych, dodatkowo w bardzo widocznych miejscach.
     Należy podkreślić, że w krajach, gdzie muzułmanie stanowią mniejszość, meczetów używa się o wiele częściej niż na Bliskim Wschodzie do promocji aktywności politycznej. Wśród muzułmanów można też dostrzec wyraźną zależność między poglądami politycznymi a częstotliwością uczęszczania na modlitwy w meczecie. Co najmniej od lat sześćdziesiątych XX stulecia budowę meczetów na całym świecie w istotnym stopniu finansują królowie Arabii Saudyjskiej – od roku 1980 Saudowie wydali na ten cel 45 miliardów dolarów. Meczety przez nich finansowane zazwyczaj promują wahabizm – jedną z najbardziej agresywnych odmian islamu. Budowę meczetów poza granicami świata islamskiego finansują na szeroką skalę także rządy Turcji i Maroka.

Wbrew woli obywateli

     Budowa nowych meczetów w Europie oznacza zmianę krajobrazu państw. Tak właśnie brzmiał jeden z głównych argumentów Szwajcarów opowiadających się za zakazem wznoszenia w ich kraju kolejnych minaretów. Liczba muzułmanów w Szwajcarii nie przekracza 400 tysięcy, co w porównaniu do innych państw nie stanowi znaczącego odsetka populacji, a mimo to konserwatywni Szwajcarzy wyrazili w referendum swoje obawy właśnie wobec zmiany oblicza ich rodzinnych miast, której widocznym elementem stały się wysokie minarety, z których głos muezina nawołuje wiernych do modlitwy. W innych krajach nie umożliwiono społeczeństwom decydowania w sprawie ekspansji islamu. Wręcz przeciwnie, wiele państw w dalszym ciągu wspiera budowanie nowych obiektów kultu islamskiego. (…)
     W roku 2008 w Londynie rozgorzała debata na temat planowanej budowy meczetu na skraju przyszłej wioski olimpijskiej. Miałby to być największy meczet w Europie. Organizatorzy londyńskiej olimpiady roku 2012 zobowiązali się zapewnić sportowcom i gościom ośrodki kultu dla różnych wyznań i religii. Przywódcy brytyjskiej społeczności muzułmańskiej przekonali władze londyńskiej dzielnicy Newham i uzyskali zgodę na budowę meczetu – większego od katedry św. Pawła oraz opactwa westminsterskiego. Przeciwko tym planom zmobilizowali się jednak mieszkańcy Newham, gdzie muzułmanie stanowią znikomą mniejszość. Chrześcijanom bowiem odmawia się prawa do wznoszenia nowych miejsc kultu. Niedawno władze dzielnicy Newham nie udzieliły społeczności chrześcijańskiej pozwolenia na budowę po sąsiedzku kościoła.
     Najgłośniejszym przykładem sporu o budowę meczetu w ostatnim czasie okazały się jednak wydarzenia za oceanem, w kontekście dziewiątej rocznicy ataku terrorystycznego na nowojorskie World Trade Center. Zaledwie dwie przecznice od tzw. Strefy Zero ma powstać centrum kultury islamskiej – piętnastopiętrowy budynek z muzułmańskim ośrodkiem kulturalnym i meczetem. Konflikt narastał od miesięcy. Pomysłodawcy – Amerykańskie Stowarzyszenie na rzecz Postępu Muzułmanów oraz Cordoba Initiative – przekonują, że centrum będzie promować tolerancję. Władze Nowego Jorku wydały zgodę na budowę. Reakcja przeciw tej inicjatywie zaistniała spontanicznie – najpierw zaprotestowały rodziny ofiar ataku z 11 września 2001 roku, a następnie opozycja republikańska. Projekt poparł jednak burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg oraz lokalni politycy Partii Demokratycznej. Dołączył do nich sam prezydent Barack Obama, pomimo iż ponad 53 procent nowojorczyków wyraziło sprzeciw wobec budowy meczetu.

Śladem Szwajcarii

     Kilka miesięcy temu także Austria stała się areną sporu o miejsce islamu w obrębie jej granic. W kraju tym działa około 200 meczetów, lecz tylko trzy z minaretami – w Wiedniu, Telfs (Tyrol) oraz Bad Voslau (Dolna Austria). Prowincje Karyntia i Vorarlberg wprowadziły niedawno prawo zakazujące wznoszenia minaretów. Jednak przewodniczący austriackiej gminy islamskiej Anas Schakfeh apelował o budowę meczetów z widocznymi minaretami we wszystkich dziewięciu prowincjach kraju. Apel Schakfeha wywołał gorące spory – szczególnie ostro zareagowała prawicowa Partia Wolności (FPO), której sekretarz generalny Harald Vilimsky zażądał zatrzymania imigracji z krajów islamskich. Jego lewicowych rywali z socjaldemokratycznej SPO rozzłościło szczególnie nazwanie meczetów wylęgarniami radykalnego islamu. Dyskusja o apelu Schakfeha i reakcji FPO rozgorzała kilka tygodni po ogłoszeniu wyników badania opinii publicznej, w którym agencja IMAS ujawniła, że 54 procent Austriaków zgadza się ze stwierdzeniem: Islam stanowi zagrożenie dla Zachodu i stylu życia, do którego przywykliśmy. Z opinią tą nie zgodziło się zaledwie 19 procent badanych.
     W Niemczech z roku na rok także przybywa meczetów i minaretów. Rządzące partie i wiodące media nie chcą dostrzegać narastającego problemu. Widać to chociażby po reakcji na głośną książkę polityka SPD i członka zarządu Banku Centralnego RFN Thilo Sarrazina Niemcy likwidują się same. Jak wystawiamy nasz kraj na ryzyko. Fala krytyki i sankcje, z jakimi spotkał się jej autor, pokazały, że lewicowo-liberalni przedstawiciele świata polityki, mediów i gospodarki jak ognia unikają merytorycznej konfrontacji z wyzwaniem nasilających się wpływów islamu w Niemczech.
     Do najgłośniejszych w Niemczech protestów doszło w roku 2007 przeciwko budowie meczetu dla dwóch tysięcy wiernych, wyposażonego w dwa pięćdziesięciopięciometrowe minarety oraz trzydziestoczterometrową kopułę. Powstaje on w kolońskiej dzielnicy Ehrenfeld na miejscu starej świątyni. (…)
     Większość niemieckich meczetów podlega administracyjnie organizacji Ditib (Turecko-Islamska Unia ds. Religijnych). Organizacja została założona w 1984 roku jako parasol dla dwustu trzydziestu niemieckich stowarzyszeń islamskich. Dziś kontroluje ich osiemset siedemdziesiąt i reprezentuje ponad 70 procent niemieckich muzułmanów. Związek nie jest zwyczajnym stowarzyszeniem żyjącym z dobrowolnych składek swych członków – w rzeczywistości pieniądze na działalność otrzymuje z Ankary. Jest zatem zwyczajną przybudówką tureckiego ministerstwa do spraw religijnych. Przewodniczący Ditib, Sadi Arslan, jest równocześnie konsulem honorowym Turcji. Na piątkową modlitwę podjeżdża służbowym samochodem z kierowcą. Kiedy przemawia potrzebuje tłumacza.

Re-rekonkwista?

     Na terenie Hiszpanii istnieje obecnie jedenaście wielkich meczetów: trzy w prowincji Malaga, po dwa w Ceucie, Melilli i Madrycie, po jednym w Walencji i Granadzie. Przynajmniej siedem z nich powstało dzięki kapitałowi pochodzącemu z Arabii Saudyjskiej. Wielki meczet w Walencji oraz meczet z Tetuan w Madrycie powstały dzięki funduszom syryjskim. Cztery wielkie meczety w Andaluzji powstały za pieniądze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Najbardziej znany jest meczet z Granady – pierwszy, jaki powstał w tym mieście od roku 1492, czyli od chwili zdobycia Granady przez Izabelę Katolicką. W Hiszpanii w następstwie eksplozji imigracyjnej od lat obserwuje się stały wzrost liczby muzułmanów. Według oficjalnych danych, na terenie kraju żyje ich ponad 900 tysięcy. W rzeczywistości jednak ich liczba może przekraczać półtora miliona. Co miesiąc bowiem przybywają nowi.
     Regionem o największej liczbie ludności muzułmańskiej w Hiszpanii jest bez wątpienia Andaluzja. Choć dane oficjalne podają liczbę 250 tysięcy wyznawców Allacha na tym terenie, jednak Rada Islamska zapewnia, że jest ich prawie pół miliona. Jedną z kluczowych postaci zaangażowanych w budowę nowych meczetów w Hiszpanii jest Sultan bin Muhammad Al-Qasimi, szejk Szardży – jednego z siedmiu Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Ten wykształcony w Wielkiej Brytanii przedstawiciel muzułmańskiej elity ma opinię filantropa poświęcającego swój czas i pieniądze promocji kultury islamskiej. Al-Qasimi konsekwentnie dąży do uczynienia wszystkiego co możliwe, aby islam powrócił do Andaluzji – dawnego Al-Andalus. Na początek więc sfinansował rozpoczęte przez Maroko prace, które pozwoliły na ukończenie w roku 2003 budowy meczetu w Granadzie.
     Prawicowi politycy włoscy także dostrzegają problem pełzającej islamizacji ich kraju, a także związki grup muzułmańskich z terroryzmem. Szef włoskiego MSW Roberto Maroni z Ligi Północnej domagał się w roku 2008 moratorium na budowę meczetów we Włoszech. Minister Maroni wykorzystał poruszenie, jakie we Włoszech wywołało aresztowanie dwóch Marokańczyków, którzy zdaniem policji planowali zamach na katedrę św. Ambrożego w Mediolanie. Antymuzułmańskie postulaty Ligi Północnej od dawna napotykają jednak opór Kościoła.
     Watykan opowiada się za budową nowych meczetów we Włoszech – stwierdził w kontekście postulatów Ligi arcybiskup Gianfranco Ravasi, szef Papieskiej Rady Kultury. Podkreślił, że – jak każde miejsce kultu – nie powinny one służyć propagowaniu przemocy. Włoski dziennik „Corriere della Sera” informuje, że w Italii co cztery dni powstaje nowy meczet.
     Przed kilku laty zitalianizowany egipski dziennikarz Magdi Allam, konwertyta na katolicyzm (ochrzczony przez Benedykta XVI) opisał kilka wysłuchanych we Włoszech muzułmańskich kazań piątkowych, w których mułłowie wzywali do świętej wojny. Wkrótce zdemaskowani rzecznicy dżihadu zaczęli mu grozić śmiercią. Historia ta zaciążyła na całej muzułmańskiej populacji Włoch (ok. 900 tys.) i wywołała kilka lokalnych bojów o meczety.

Polski spór o meczet

     W ubiegłym roku także Polska stała się miejscem sporu o nowe miejsca kultu muzułmańskiego. W naszym kraju sytuacja jest jednak inna niż w Europie Zachodniej. Nasi muzułmanie stanowią w większości małe, rozproszone grupy zintegrowane od wieków z narodem polskim, choć nie wolno zapominać, że rośnie również liczba nowych muzułmanów z krajów islamskich. Są to głównie studenci i biznesmeni, którzy napływają do dużych miast. W samej Warszawie liczbę wyznawców Allacha szacuje się na ok. 11 tysięcy.
     Budowę meczetu (oficjalnie Centrum Kultury Muzułmańskiej) rozpoczęto przy warszawskim rondzie Zesłańców Syberyjskich na Ochocie. Powstaje głównie dzięki pieniądzom saudyjskiego sponsora. Będziemy się tam modlić i tłumaczyć Polakom, że islam jest religią umiarkowaną – zapowiadał muzułmański inwestor. Dwunastometrowy budynek meczetu wieńczyć ma osiemnastometrowa wieża, z której jednak – jak zapewnia Samir Ismail, przewodniczący Ligi Muzułmańskiej patronującej budowie meczetu – nie będzie nadawany głos muezina wzywającego do modlitwy. Meczet finansowany ma być przez anonimowego prywatnego dobroczyńcę z Królestwa Arabii Saudyjskiej. Kontrowersje wśród przeciwników budowy meczetu w Warszawie, oprócz tajemniczego saudyjskiego sponsora, wywołuje jednak sama organizacja patronująca przedsięwzięciu. Liga Muzułmańska należy bowiem do FIOE (Związek Organizacji Muzułmańskich w Europie), który reprezentuje w Europie Fundamentalistyczne Bractwo Muzułmańskie, odpowiadające za działania terrorystyczne w krajach islamskich.
     Centrum Kultury Muzułmańskiej ma powstać także w Łodzi. Będzie to miejsce modlitwy dla ponad stu łódzkich wyznawców tej religii. I tu teren pod budowę wykupiła Liga Muzułmańska. Obecnie w Polsce istnieją trzy meczety (w Bohonikach i Kruszynianach na Podlasiu oraz w Gdańsku), a także dom modlitewny w Warszawie. [Z kolei w Lublinie funkcjonuje tzw. Centrum Islamu – przyp. red. WNS].

Chrześcijański fundament niezbędny

     Z pewnością trudno określać wszystkich muzułmanów mianem terrorystów, za akty terrorystyczne odpowiadają bowiem stosunkowo nieliczne grupy ekstremistów. Jednakże islam od chwili swego powstania nie przeszedł żadnych znaczących „reform” dostosowujących go do współczesności, a Koran jest wciąż tym samym Koranem, który przez stulecia popychał muzułmanów do podbojów, nakazując im zaprowadzenie porządku Allacha na całym świecie. Islam zatrzymał się w miejscu. Obecne umiarkowanie muzułmanów w podbojach militarnych wynika jedynie z chwilowego układu sił, nie zaś z jakichś rozterek teologiczno-doktrynalnych. Zresztą, przykłady tego znajdujemy i dziś, w krajach, gdzie muzułmanie brutalnie prześladują mniejszość chrześcijańską lub inne wyznania – na przykład w Sudanie czy Indonezji. My w odpowiedzi gwarantujemy muzułmanom tolerancję i swobodę wyznawania religii.
     Trudno powiedzieć, jak zmieni się postawa umiarkowanych grup islamskich, gdy liczebność wyznawców Allacha wzrośnie na tyle, be oddziaływać na politykę krajów europejskich. Już dziś – w dobie zeświecczenia europejskich społeczeństw i wzrostu relatywizmu moralnego – widzimy, że kraje unijne muszą brać pod uwagę liczebność muzułmanów na swoich terytoriach, choćby w kontekście stosunku do polityki na Bliskim Wschodzie.
     Polityka państw europejskich powinna zmierzać w kierunku kontroli miejsc kultu muzułmańskiego i szerzonej tam ideologii oraz dbania o zachowanie tradycyjnego oblicza Europy tak, by Stary Kontynent nie stał się zachodnim przyczółkiem islamu. Na pewno odpowiedzią na ekspansję islamu w Europie powinien być powrót do tradycyjnych europejskich wartości opartych na kulturze chrześcijańskiej, która stanowiłaby tamę przed islamizacją Europy, a także zatrzymanie napływu imigrantów żyjących na koszt europejskiego systemu socjalnego.

Konrad Rajca, „Polonia Christiana”, nr 18, styczeń – luty 2011 rok.

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.