Tomasz Mysłek

     Thilo Sarrazin uważa, że słabo uzasadniona krytyka jego bestsellerowej książki „Samolikwidacja Niemiec” – dokonywana w okresie ostatnich tygodni przez ważnych polityków Niemiec, a kilkakrotnie również osobiście przez kanclerz Angelę Merkel – przypomina mu stosunki panujące w komunistycznej NRD. Bo w konstytucji NRD była wprawdzie zagwarantowana wolność głoszenia poglądów, ale kto głosił poglądy niewygodne dla władz, tak jak on to czyni publicznie od prawie trzech lat (krytykując m.in. politykę imigracyjną i edukacyjną władz RFN), ten był karany – jak i on teraz jest karany. Należy przypomnieć, że Thilo Sarrazin został zmuszony, przez zjednoczony front „politycznej poprawności”, do „dobrowolnej” rezygnacji z zajmowanego stanowiska w zarządzie Bundesbanku (w połowie września br.).
     Podczas prelekcji wygłoszonej w klubie prasy w Wiesbaden dr Sarrazin przypomniał m.in. o słowach kanclerz Merkel z 8 września br. Szefowa CDU oświadczyła wówczas (na uroczystości rozdania pewnych nagród prasowych), że Sarrazin „oczywiście ma prawo swobody” głoszenia takich („ksenofobicznych” etc.) poglądów. Ale zaraz dodała, że w takim razie ona „nie mogłaby sprawować powierzonego jej urzędu” (?!). Wyraziła też opinię, że jego książka „nie jest w ogóle pomocna” (hilfreich). I właśnie tego rodzaju argumentacja przypomina mu ducha NRD – powiedział „kontrowersyjny” były polityk i wysoki funkcjonariusz SPD (jeszcze formalnie nie wyrzucony z partii, a jedynie zawieszony). I przypomniał, że to karanie niepokornych, a już dojrzałych obywateli NRD zaczynało się zwykle od tego (w latach 70. czy 80.), że ich dzieci nie były dopuszczane na studia, a oni sami byli wyrzucani z pracy. A często kończyło się zsyłką do ciężkiego więzienia w Budziszynie (Bautzen) – powiedział dr Sarrazin („Frankfurter Allgemeine Zeitung”).
     Sprzedany nakład bestsellera przekroczył 6 października milion egzemplarzy – i to w okresie sześciu tygodni (!). (…)
     Państwo niemieckie zamierza otworzyć fakultety teologii muzułmańskiej na uniwersytetach w Tybindze, Monastyrze i Osnabruck – i finansować je ze środków publicznych. W ten sposób muzułmańscy duchowni będą mogli zdobyć kompletne, „przydatne im” wykształcenie na niemieckich państwowych uczelniach. Jest to zasadnicza zmiana w stosunku do stanu obecnego, gdyż licznie działający w Niemczech imamowie nie mogli do tej pory uzyskać oficjalnego dokumentu czy dyplomu potwierdzającego ich kwalifikacje i wykształcenie – powiedział z dumą jeden z wyższych urzędników ministerstwa nauki („Deutsche Welle”).
     Samolikwidacja Niemiec postępuje? Zdaje się, że dr Sarrazin zasadniczo ma rację.

„Najwyższy Czas”, nr 43, 23 października 2010 r.

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.