Seaman

     Manipulacja, której celem jest wykształcenie pożądanych postaw u ludzi poza ich świadomością, nie musi się skupiać na pojedynczych, spektakularnych akcjach. Informacja w mediach coraz częściej miesza się z emocjonalnym komentarzem, który ma uatrakcyjnić przekaz, co z kolei bezpośrednio przekłada się na oglądalność. Ale daje również konkretny sygnał do widza lub słuchacza i popycha go w pożądanym kierunku myślenia o kwestii.
(…)
     Tak to działa, że człowiek reaguje na sygnały i sugestie, o których nie ma pojęcia, że zostały mu wcześniej zaaplikowane. Dochodzą do tego bodźce niewerbalne, jak wystrój studia, bannery, znaki, gesty, mimika. Sarkazm lub entuzjazm w głosie dziennikarki mówi więcej niż słowa, które mogłyby zostać użyte w tym kontekście, ale formalnie nie jest przecież przejawem braku obiektywizmu. Justyna Pochanke, występując na tle przebitki z jubileuszu „Solidarności”, zapowiada tuż przed „Faktami” materiał z tej uroczystości. I kiedy w zapowiedzi używa frazy o „fenomenalnej Henryce Krzywonos”, to niezajmujący zdecydowanego stanowiska telewidz dostaje sygnał, w której postaci powinien upatrywać pozytywnego bohatera z tamtych czasów.
(…)
     Wyjątkowość biznesmediów w systemie demokratycznym polega na tym, że mają o niebo więcej do zaoferowania politykom niż „zwyczajny biznes”, pozbawiony funkcji wpływania na opinię publiczną. Biznesmedia działają bowiem w „bermudzkim trójkącie” pieniędzy, polityki oraz informacji. Odgrywają wszystkie te role: są pośrednikiem dla polityki oraz biznesu; przekaźnikiem informacji dla społeczności oraz same gonią za zyskiem, czyli prowadzą działalność biznesową. Żadna z tych funkcji nie jest naganna sama w sobie, ale razem wzięte stanowią kłębowisko sprzeczności nie do pogodzenia. Od biznesmediów oczekuje się bowiem, że mają być bezstronne i obiektywne, lecz także zadowolić właścicieli, mają dbać o publiczny interes w zakresie informacji, ale również o własny dochód; nie mogą ulegać wpływom polityki, która przecież decyduje o ich statusie, a jednocześnie muszą przekazywać rzetelnie jej treści. Nie można pełnić obiektywnie dobrze jednej funkcji w takim trójkącie, żeby nie szkodzić pozostałym, zwłaszcza gdy ma się działkę w każdej z nich. Jedno jest raczej pewne, że skuteczność biznesmediów w manipulacji osiągnęła już poziom taki, że w sytuacji ich dominacji na rynku można kwestionować wolny, demokratyczny wybór.
     18 kwietnia w Krakowie odbył się pogrzeb śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki Marii. Na Rynku Głównym przed Bazyliką Mariacką, w której odbywała się msza żałobna, zebrały się dziesiątki tysięcy ludzi pragnących uczestniczyć w nabożeństwie za prezydencką parę. W takim miejscu i czasie nie zabrakło oczywiście TVN-u z telebimami. Zaczął od retrospektywnych obrazków redaktor Jarosław Kuźniar, który aż wyraził żal, że tak rzadko mógł oglądać śp. Lecha Kaczyńskiego w ciepłej roli męża i ojca. Niestety, nie powiedział, kto mu uniemożliwiał zapoznanie się z prawdziwym wizerunkiem prezydenta. Potem skończyły się umizgi i swoistą „litanię” wygłosił redaktor Jacek Pałasiński. Polegała na tym, że mocno akcentowaną powagą w głosie wymieniał wszystkich przywódców zagranicznych, którzy na pogrzeb prezydenta nie przybyli. Być może w ten dziwny sposób TVN rozumie szacunek dla urzędu głowy państwa. Apogeum stanowiło puszczenie na telebimach programu publicystycznego z klasycznego gatunku gadających głów. Tego już było ludziom zebranym przed bazyliką za dużo i zaczęli dawać temu wyraz na tyle głośno i stanowczo, że zmusili stację do zmiany porządku transmisji i wyłączenia telebimów.
     „Reżyser przedstawienia nie wytrzymał i wyłączył dwa z trzech telebimów znajdujących się na wielkiej scenie. Ludzie zaczęli bić brawo i poniesieni euforią zaczęli krzyczeć: >>Jeszcze jeden, jeszcze jeden<<, co po kilkunastu sekundach przyniosło oczekiwany efekt i wszystkie trzy telebimy ze sceny zostały wyłączone […] Kolejne wejście z sygnałem nie zawierało już znaczka TVN ani żadnego innego. Był to sukces ludzi porwanych wspólnym pragnieniem, o informację bez przekazu, bez reklam, bez paska sączącego przekaz. Oni chcieli w spokoju celebrować pogrzeb, a nie wysłuchiwać dziennikarzy i polityków” – tak to zaobserwował bloger „cameel” osobiście uczestniczący w tym wydarzeniu.
     Z relacji niezbicie wynika, że manipulacja nie zawsze się udaje. Kontrast w stosunku do powagi chwili oraz prostactwo tego zamierzenia, by ludziom w żałobie urozmaicić oczekiwanie na mszę, były porażające. Było to bowiem tak oderwane od naszego pojmowania tradycji i religii, a także polskości, że można to ująć jedną frazą: dzieli nas przepaść. Ale, paradoksalnie, ten incydent z telebimami na krakowskim rynku jest pocieszający. Potwierdza bowiem, że są granice w technice bulwersowania i odciągania uwagi odbiorców od spraw naprawdę ważnych i ludzie reagują sprzeciwem, gdy są przekraczane. Ten brak elementarnej wrażliwości i wyczucia jest znamienny i stwarza nadzieję. Niedługo po zakończeniu transmisji redaktor Grzegorz Miecugow z TVN wyraził obawę, że w Polsce mogą obudzić się demony patriotyzmu. Zestawienie tak pozytywnego przekazu, jaki niesie pojęcie patriotyzmu, z jakimiś demonami, świadczy o głębokim rozczarowaniu sprawców całego zamieszania. Także o tym, że chyba nieprzypadkowo usiłowano w taki sposób rozwodnić i „rozmienić na drobne” powagę uroczystości. Był jakiś zamiar i cel. Walter Lippmann miał przebłysk proroczego geniuszu, gdy napisał, że informacja i prawda to nie jest to samo.

„Nowe Państwo”, nr 55, 9/2010

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: