Kolejne zamieszki

     Z okazji święta narodowego Francji minister spraw wewnętrznych Brycjusz Hortefeux oznajmił z dumą, że w tym roku nie doszło do „żadnych poważnych zdarzeń”. W ciągu dwóch dni zatrzymano „tylko” 581 osób, w regionie paryskim podpalono 42 auta, dokonano 71 kradzieży, spacyfikowano 83 bójki. Tylko w ciągu jednej nocy zabaw z 13 na 14 lipca zatrzymano w całej Francji 392 osoby, z czego 306 stanęło przed sądem. W ubiegłym roku zatrzymano… 190 osób. Warto też dodać, że do zapewnienia spokoju z okazji „zdobycia Bastylii” zmobilizowano 35 tys. funkcjonariuszy policji i żandarmerii. Mimo tych danych minister był zadowolony…

     Jednak nie trwało to długo. Kilka dni później w Grenoble policja zastrzeliła niejakiego Saliya Boudelouba – recydywistę, który dokonał kilku napadów z bronią w ręku. Tym razem 27-latek napadł na kasyno d’Uriage. Podczas pościgu został zastrzelony. Uroczystości żałobne odbyły się w jego rodzinnej dzielnicy Grenoble – Villeneuve. Kiedy imam rozpoczął modlitwę za zmarłego, koledzy Boudelouba przystąpili do zemsty. Podpalano samochody, ostrzelano żandarmów, a zamieszki trwały trzy dni i trzy noce. Prasa zaczęła pisać o „guerrilli”. Grenoble spacyfikowano, a minister Hortefeux oświadczył, że „przestępczość nie ma przyszłości” i zapowiedział przywrócenie nie tylko porządku, ale też autorytetu państwa.
     Nieszczęścia chodzą jednak seriami. Zamieszki okazują się już nie tylko specjalnością osiedli miejskich, ale nawet wsi. W liczącym 3,4 tys. mieszkańców Saint-Aignan w departamencie Loir-et-Cher doszło do prawdziwej bitwy żandarmerii z Cyganami. Funkcjonariusze otworzyli ogień po tym, jak samochód, którego pasażerowie byli podejrzani o napad na klienta bankomatu, nie zatrzymał się do drogowej kontroli. Od kuli zginął 22-letni Luigi. Okolica stała się widownią prawdziwej wendetty ze strony innych Cyganów. Rozbijano wystawy, zniszczono sygnalizację świetlną, złupiono piekarnię, podpalono auta, a wreszcie zaatakowano posterunek żandarmerii.

Sarkozy na scenie

     Po tych zamieszkach wystąpił już sam prezydent Mikołaj Sarkozy. Zapowiedział, że „wytoczy przestępczości prawdziwą wojnę”. Pierwszym posunięciem prezydenta były zmiany kadrowe. Zmienił m.in. prefekta w departamencie Isere. Zapowiedział też likwidację nielegalnych obozowisk cygańskich. 
     Opozycja co prawda mówi o porażce rządu i prezydenta w dziedzinie bezpieczeństwa publicznego, ale, co ciekawe, jednocześnie skrytykowała jego postępowanie w stosunku do Cyganów, które ma trącić rasizmem. Odezwała się także Liga Praw Człowieka, która zarzuciła prezydentowi „zrobienie z Cyganów kozłów ofiarnych”.
     Rzeczywiście trochę tu pomylono działania. Nielegalne koczowiska to domena Cyganów z Rumunii. Zamieszki dotyczyły tymczasem Cyganów francuskich, określanych tu administracyjnym pojęciem „ludzi wędrownych”. Ich koczowniczy tryb życia regulują ustawy pochodzące jeszcze z 1912 roku. Każdy „człowiek wędrowny” ma swoją „książeczkę podróżną”, a każda gmina ma obowiązek zapewnić taborowi miejsce do biwakowania. Warunkiem jest tu, aby liczebność „ludzi wędrownych” nie przekraczała 3% ludności takiej gminy. Wtedy prefekt wyznacza inną siedzibę.
     Cyganie z Rumunii wyspecjalizowali się tymczasem w tworzeniu slumsów. Budują małe miasteczka z blachy, kartonów, drewnianych palet, a ich obozy zamieniają się w śmietniska i złomowiska. Władza co pewien czas likwiduje takie „obozy”, które są jednak odtwarzane w innym miejscu. W ubiegłym roku opłacono powroty do Rumunii ok. 8 tys. Cyganów. Każdy z nich otrzymał też 300 euro kieszonkowego (dzieci po 100 euro). Szybko okazało się, że dwie trzecie wydalonych niemal natychmiast nad Sekwanę… wróciło. Władze są tu po prostu bezradne.
     Sytuacja społeczna Cyganów nie ma jednak wiele wspólnego z innymi problemami „różnorodności” społecznej, które prowokują zamieszki. Zdaniem wielu, mści się tu wieloletnia polityka laksyzmu, szukania źródeł przestępczości w uwarunkowaniach społecznych sprawców, tworzenia się etnicznych enklaw, gettoizacja przedmieść i obłąkańcza polityka wspierania wielokulturowości bez przewidywania jej skutków ubocznych. A przy okazji im większa jest bezsilność władzy, tym bardziej mamy do czynienia z buńczucznymi wypowiedziami polityków centroprawicy.

Sondażowe lustro

     Sytuacja społeczna i ekonomiczna Francji znajduje swoje odbicie w sondażach. Optymizm tubylców wyraźnie maleje. Według sondażu IFOP przeprowadzonego na zlecenie tygodnika „Journal du Dimanche”, 71% Francuzów podziela opinię, że kraj chyli się ku upadkowi, pomimo że dysponuje olbrzymim potencjałem. W sondażu powtórzono pytania z 2005 roku. Porównanie wyników jest dość jednoznaczne. Staczanie się Francji pięć lat temu zauważało 66% ankietowanych. 79% Francuzów uważa, że ich kraj ma „wiele atutów”. W 2005 roku myślało tak jednak aż 89% badanych. Natomiast 70% twierdzi, że Francja zdolna jest zreformować się, ale jednocześnie 62% uważa, że będzie to trudne. Zmniejsza się też francuska megalomania. Już tylko 46% respondentów stawiałoby swój kraj jako wzór do naśladowania dla innych. W 2005 roku odsetek tak myślących tubylców wynosił 59%.

Poligamia

     Na zjawisko poligamii zwracano już nad Sekwaną uwagę wielokrotnie. Tym razem kolejną falę walki państwa z wielożeństwem wywołała ekonomia. Budżet traci olbrzymie pieniądze na zasiłki dla matek wychowujących rzekomo samotnie dzieci. Państwo stara się też o zapewnienie im kolejnych mieszkań socjalnych. Jeszcze w 1992 roku skalę zjawiska oceniano na 10 tys. rodzin. W 2009 roku mówiono już o 50 tysiącach. Ponieważ na jedną poligamiczną rodzinę przypada średnio około 10 dzieci, można mówić o skali pół miliona dodatkowych zasiłków wychowawczych wypłacanych co miesiąc. Bywa, że kolejne żony ściągane są do Francji i mieszkają tu nielegalnie. Władza nie ma jednak szans na ich ekspulsję, bo obecność matek urodzonych już na miejscu „obywateli francuskich” musi być tolerowana. Teoretycznie poligamiście grozi kara do roku więzienia i 45 tys. euro grzywny. W praktyce każdy z nich legitymuje się państwowym rozwodem z poprzednimi żonami, a fakt zamieszkiwania wszystkich kobiet pod wspólnym dachem tłumaczy trudnościami mieszkaniowymi. Merostwa nie są w stanie zapewnić każdej teoretycznie „rozwiedzionej” żonie osobnego lokum. Rodzina z 10 dzieci pobiera na nie zasiłek w wysokości minimum 8,4 tys. euro.

Homoseksualna adopcja

     Francja poczyniła duży krok w kierunku tęczowego postępu. Miejscowy Sąd Kasacyjny zezwolił homoseksualnej parze na zachowanie praw adopcyjnych dziecka nabytych w innym kraju.
     Chodzi o lesbijki (jedna jest Francuzką), które adoptowały dzieci w USA w 1999 roku. W 2008 roku francuski sąd odmówił tej parze statusu rodzica adopcyjnego. Sąd Kasacyjny wyrok zmienił. Według prawa francuskiego, para homoseksualna, która chce adoptować dziecko, może ubiegać się o status rodzica dla jednego z partnerów. Wyrok otwiera drogę do „turystyki adopcyjnej”. Decyzję pochwaliły tradycyjnie organizacje LGTB, które nazwały wyrok „milczącym uznaniem rodzicielstwa homoseksualnego”.
     Podobnie wyrok komentują przeciwne mu francuskie stowarzyszenia prorodzinne, które widzą w tym furtkę do oficjalnej adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Minister ds. rodziny Nadine Morano zapowiedziała w tej sprawie polityczną debatę. Jesienią projekt ustawy ułatwiającej adopcję homoseksualną ma trafić też pod obrady parlamentu. (…)

Nowy akt antysemityzmu

     W Alzacji wywrócono 27 macew na prowincjonalnym żydowskim cmentarzu. Wydarzenie pokazano w telewizji i opisano w gazetach. Przypomniano przy okazji, że w tym roku to drugi akt tego typu profanacji antysemickiej w regionie i trzeci w ogóle (sprofanowano także jeden cmentarz muzułmański). Tymczasem warto zajrzeć do statystyk. Najczęściej profanowanymi miejscami są obiekty związane z… chrześcijaństwem. Tego typu wandalizm nie jest jednak dla mediów interesujący. W 2007 roku odnotowano osiem profanacji dotyczących islamu, trzech odnoszących się do judaizmu i… 151 dotyczących chrześcijaństwa. W 2008 roku proporcje wyglądały podobnie – 13, 3, 269. W roku ubiegłym miało miejsce sześć aktów antymuzułmańskich, cztery antysemickie i 216 antychrześcijańskich. I kogo tak naprawdę się prześladuje…?

Bogdan Dobosz, „Najwyższy Czas!”, nr 31-32 (1054-1055), 31 lipca-7 sierpnia 2010 r.

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: